Twoja macica to moja sprawa

coition_of_a_hemisected_man_and_woman   Jestem mężczyzną i Twoja macica to moja sprawa.
Możesz złorzeczyć, możesz krzyczeć, kląć i szarpać się jak tylko mocno chcesz, ale nie zaczarujesz rzeczywistości.
Skoro jestem mężczyzną to pewnie mam matkę, żonę, dziewczynę, kochankę, siostrę, ciotkę, córkę, koleżankę, przyjaciółkę, sąsiadkę, panią w sklepie, u której lubię kupować warzywa, nauczycielkę, która zachodziła mi za skórę… wybierz sobie co chcesz – jestem otoczony kobietami bliższymi mi i dalszymi. To osoby, które kocham, lubię, szanuję albo odwrotnie – tak czy inaczej to ludzie, którzy są wokół mnie, przynajmniej połowa społeczeństwa. Jeśli ustaliliśmy pewne fakty, czas przejść do rzeczy. Continue reading

Pokolenie bez-nadziei

   Wszyscy myślimy, że jesteśmy wyjątkowi, nasze pokolenie nie ma sobie równych, odkrywało niezbadane wody i lądy życia. Tak dzieje się na jakimś etapie naszej podróży. Jednym przemija, inni obudowują się tą myślą jak żółwią skorupą, nie odpuszczając przeświadczenia o wyjątkowości swoich czasów. W gruncie rzeczy wszyscy mają racje. Z jednej strony sceptycy, że przecież nie ma nic oryginalnego i odkrywczego w twierdzeniu, że „za moich czasów…”, z drugiej strony te wszystkie „żółwie” broniące wartości i wyjątkowości czasów swojego dzieciństwa i wczesnej dorosłości.
Między nami, pokoleniem początku lat osiemdziesiątych i ich końcem, początkiem lat dziewięćdziesiątych i ich końcem i wreszcie „millenialsami”, są różnice. W postrzeganiu świata, w podejściu, niemal – we wszystkim. To stwierdzenie nawet nie uwzględnia miejsca zamieszkania, które przecież tak bardzo różnicuje.
Dla nas, urodzonych czy wychowanych w wielkim mieście, w sercu kraju kwitnącego buraka, świat jest bardzo różny od pól, lasów i łąk prowincji. Dla nas, urodzonych w drugiej połowie lat osiemdziesiątych zabrakło nieco miejsca na kartach historii. Jesteśmy dziś wszystkim czym byli ludzie przed nami i będą po nas, ale nas coś dotknęło, coś ominęło, coś mignęło i zniknęło za horyzontem zdarzeń.
Nie mówię o wszystkich razem i każdym z osobna. Mówię o mnie w liczbie mnogiej, bo wielu mnie spotkałem na swojej drodze. Wielu takich jak ja, zagubionych i zbyt bystrych na absolutny konformizm widziałem. Zbyt wiele smutnych i, przez lata, coraz bardziej pustych spojrzeń wymieniłem z nimi by nie widzieć się w ich oczach. Nazbyt wiele również przelaliśmy wódki i słów, które jednoczyły nas i odkrywały braterstwo naszej niedoli.
Tak, trochę to pieprzenie. „Jesteśmy wyjątkowi”, mówiliśmy i czasem mówimy. Mamy rację i jej nie mamy po równo. Co się z nami stało? Continue reading